Złoty półwysep czyli remont ducha i ciała

0


Plaża w Varadero, Kuba

Varadero

Polaka, udającego się na wakacje do Varadero, uderza podobieństwo między tym ośrodkiem turystycznym i naszym własnym, polskim półwyspem helskim. Ta najbardziej znana na Kubie, obmywana ciepłymi falami Atlantyku miejscowość wypoczynkowa jest magnesem dla pół miliona gości z Kanady i Europy przyjeżdżających tam przez okrągły rok, podczas gdy skazany na jeden sezon Hel i jego plaże przeżywają boom tylko w czasie lata. Mówi się, że najpiękniejsze plaże są nad Bałtykiem. Te na półwyspie Hicacos — krótszym niż Hel o jakieś 10 kilometrów — mogą z powodzeniem z helskimi konkurować. Dodajmy do tego kołyszące się na wietrze korony palm…

Ta moja wyprawa na przełomie marca i kwietnia b.r. nastąpiła na skutek zaproszenia Janka, naszego rodaka z Mississaugi na jego ślub z Kubanką. Chętnie przyjął moją propozycję, żebym wystąpił w roli tłumacza w czasie uroczystości zaślubin oraz jako mistrz ceremonii w czasie wesela.

Hotel Villa Tortuga — jeden z kilkudziesięciu tam pobudowanych — znajduje się jakieś 20 minut autobusem od lotniska. Architektura ośrodka łącząca styl kolonialny z nowoczesnym, restauracja, cztery bary (w tym jeden całodobowy), estrada, kantor wymiany walut, sklepik z pamiątkami, nieduża wielojęzyczna biblioteka (nawet z książkami po polsku), basen. I oczywiście wspaniała plaża.

Przyjechało czterech biznesmenów z Polski, którzy akurat robili sobie przerwę po morderczych i nieskutecznych rozmowach w Hawanie, próbując załatwić jakieś kontrakty. Z jednym z nich wybrałem się na przejażdżkę katamaranem. Kiedy nasz kubański sternik dowiedział się, że tamten jest wytrawnym żeglarzem, pokazał nam jak szybko potrafi płynąć ten francuski hobie cat, zalewając nas strumieniami wody spod tnących fale pływaków.

A na lądzie, leżąc sobie na leżakach, można było się opalać, rozkoszować lazurem nieba i migotliwym szafirem wody, chłodzić rozgrzane ciało podmuchem bryzy od oceanu, sączyć zaprawione rumem mleczko ze świeżo zerwanego kokosa i podziwiać odważnie i skąpo ubrane plażowiczki. Tyle przyjemności naraz…

klub Calle 62, Varadero, KubaWieczory w Varadero oferowały mnóstwo atrakcji w lokalach hotelowych oraz w kilku dyskotekach. Jedną z najpopularniejszych jest Palacio de la Rumba, gdzie niestety trudno się dostać Kubańczykom, których nie stać na 10 twardych peso przy wejściu, chyba że zaproszeni są przez turystę. Innym znanym miejscem jest ciągle zapchany bar Calle 62, tak że masa ludzi bawi się na ulicy. Taki lokal pod dachem na świeżym powietrzu z występami kapeli i tancerzy. Przysiadły się do mojego stolika dwie pary małżeńskie z Ottawy. Jeden z panów zapalił się do tego, żeby nauczyć się kilku podstawowych kubańskich zwrotów. W hałasie rozmów i głośnej muzyki po kolejnej butelce piwa Bucanero wykrzyknął z rozbawieniem: „To ci historia! Żeby Polak z Toronto uczył Kanadyjczyka z Ottawy kubańskich przekleństw… na Kubie w Varadero!”

Jeden wieczór spędziłem w hotelu Playa Caleta, w którym zatrzymał się Janek ze swoją jeszcze wtedy narzeczoną i z kolegami z Mississaugi. Nikt obcy tego na szczęście nie zauważył, że miałem na ręku zieloną plastikową bransoletkę, która upoważniała mnie tylko do korzystania z atrakcji mojego ośrodka. Występujący na estradzie przebrani za Zulusów aktorzy ściągnęli z widowni z tuzin mężczyzn, aby brali udział w konkursie na męża Królowej Afryki. Po eliminacjach tańca limbo pod drążkiem i innych grach zręcznościowych, „wódz” udał, że zagląda w spodnie ostatnich dwóch konkurentów i uznał, że to ja się na tę zaszczytną funkcję nadaję. Poza siedzeniem na tronie i piastowaniem murzyńskiej lalki, po pozorowanej konsumpcji małżeństwa pod wielkim prześcieradłem, musiałem także odbyć taniec ze swoją szacowną „małżonką” i żegnając się ze mną, w nagrodę wódz wręczył mi butelkę rumu.

Spędziłem również dużo czasu z trzema atrakcyjnymi młodymi Polkami, z których dwie przyjechały z Londynu, a ich koleżanka z Warszawy. Janek zgodził się, aby zaprosić je na swoje wesele.

Wesele w Varadero

Ślub w VaraderoPrzy 18-ej ulicy znajduje się, wyglądająca trochę jak średniowieczny zamek, restauracja serwująca kuchnię chińską, pod nazwą Lai Lai. Podjechał brązowo-złoty, lśniący, jak nowy, chevrolet z lat 50-tych, wysadzając Pannę Młodą z rodzicami. Ująwszy ją pod rękę, Pan Młody zaprowadził ją za budynek, gdzie na tle złotej plaży i błękitu oceanu czekał rozłożony na trawniku czerwony dywan, prowadzący do postawionej tam, udekorowanej żółto-białymi balonami i girlandami altany. Janek przywiózł ze sobą szalenie elegancki czarny garnitur od Harry Rosena, a Sadyd miała na sobie wypożyczoną suknię ślubną z gęstej białej koronki z ogromnym trenem, który niosła za nią jej mała kuzyneczka. Przed postępującą parą szła inna, rzucając płatki róży na dywanik. Ślubu udzielała pani notariusz, powołując się na prawa i przepisy kubańskie i zadając różne pytania nowożeńcom. Oczywiście najważniejsze pytanie padło, wymieniono obrączki i burzą oklasków przywitano pocałunek Państwa Młodych.

Przyjęcie weselne odbyło się na piętrze restauracji. Po wygłoszeniu mowy weselnej po polsku i po hiszpańsku, niżej podpisany porwał do tańca Kubankę, która zapewniała, że potrafi „wszystko” tańczyć. I tak, do wtóru muzyki puszczanej przez discjockeya, zaczęła się część nieoficjalna. Największym powodzeniem cieszył się taras z rozstawionymi stolikami i oczywiście bar. Po kilku tam wizytach, towarzystwo bawiło się już na całego, tańcząc pod dumnie powiewającymi trzema flagami: Kuby, Kanady i Polski.

willa Ala Capone, VaraderoNastępne dni sądziłem, że spędzę tyko na plaży, albo wałęsając się po rozciągniętym wzdłuż półwyspu miasteczku. Są tam parki, kościoły, pola golfowe, knajpki, sklepiki z pamiątkami. Po sławnych osobistościach, które tam wypoczywały pozostały wspomnienia i pamiątki. W wielkiej biało-błękitnej willi, pobudowanej przez słynnego Al Capone, znajduje się obecnie elegancka restauracja. Po ulicach krążą rządowe albo wynajęte przez turystów samochody i skutery, taksówki, zmotoryzowane ryksze i konne dorożki. Ogromna większość zatrudnionych w hotelach i restauracjach Kubańczyków mieszka na zewnątrz, w znajdującym się kilkanaście kilometrów na zachód Matanzas, założonym w XVIII w. przez Francuzów i w Cardenas, mieście, w którym pierwszy raz wciągnięto kubańską flagę i skąd pochodziła Panna Młoda.

Cardenas znane jest również ze strzeżonego przez policję domku małego Eliana Gonzalesa, którego sprowadzono z powrotem z U.S.A., żeby zamieszkał ze swoim ojcem. Matka utonęła w trakcie przeprawiania się tratwą do Stanów. Odzyskanie chłopca Kuba uważa za ogromny sukces propagandowy. W miejscowości tej mieszka również mama Lazara, Kubańczyka, który ożenił się z Argentynką i przeprowadził do jej kraju. Lazaro zaprosił mnie i trzy wspomniane wyżej dziewczyny do rodzinnego domu na obiad, a później na zwiedzanie. Poznaliśmy go na terenie hotelu, dokąd przyjechał z żoną i córeczką na wakacje i w którym kiedyś pracował jako pracownik kulturalno-oświatowy. Niestety, mógł rodzinę odwiedzać tylko w ciągu dnia, bo traktowany był już jako cudzoziemiec dewizowy i w związku z tym wolno mu było nocować tylko w hotelu dla turystów.

Czytaj dalej: 1 2