Kuba to wyspa tętniąca muzyką, zabawą i seksem. Upalny, tropikalny klimat, szumiące w głowach drinki i gorące rytmy ognistego tańca, tworzą prawdziwy koktajl namiętności i pożądania.
Seks stanowi na Kubie skarb narodowy. To jedna z niewielu przyjemności na które stać każdego Kubańczyka. Obok kawy, cygar i rumu, jest jednym z najważniejszych aspektów codziennego życia. W przeciwieństwie do obcokrajowców, dla mieszkańców wyspy seks nie jest tematu tabu. O seksie się mówi, śpiewa i tańcząc, symuluje jego ruchy. Połowa utworów muzycznych cubaton traktuje o seksie, w mniej lub bardziej subtelny sposób. Kubańczycy są bezpruderyjni i otwarcie mówią o swoich upodobaniach. Seks to przygoda, sposób na relaks, rozrywkę. Często aby spędzić upojną noc nie trzeba ze sobą być ani tworzyć związku. Jeśli ktoś się komuś podoba to podchodzi i otwarcie zaprasza do spędzenia czasu we dwoje. Kubańczycy kochają i uwielbiają seks, co sprawia, iż w oczach tradycjonalistów mogą uchodzić za rozwiązłych i opętanych jego manią. Mają ogromny temperament któremu dają upust przy każdej okazji. Uchodzą za znakomitych kochanków, są świadomi swej ognistej natury i uważają się za najbardziej seksowny naród na świecie. Seksualność stała się jednym z magnesów jakimi Kuba przyciąga tysiące spragnionych egzotycznych wrażeń obcokrajowców. W hawańskiej Tropicanie, największym na świecie kabarecie pod gołym niebem, setki półnagich, kuszących tancerek tworzy spektakularne, erotyczne show rozpalające wyobraźnię turystów, stanowiąc przykład tego czym żyje i przesiąknięta jest wyspa.
Łatwość z jaką na Kubie nawiązuje się kontakty seksualne oraz wyjątkowa uroda kubańskich dziewcząt sprawiły, iż Kuba stała się jedną z najpopularniejszych destynacji turystyki seksualnej. Atmosferę podgrzały publikacje Playboya prezentujące na swych rozkładówkach zmysłowe Kubanki na najpiękniejszych plażach oraz artykuły ukazujące się na łamach włoskiego magazynu Viaggiare, który ogłosił Kubę “rajem seksturystów”, rozpoczynając trwającą do dziś inwazję napalonych włochów. Przekazywane z ust do ust, na stronach internetowych i drukowane w poczytnych pismach legendy o tym jak to prześliczne i namiętne kubańskie dziewczyny oddają się turystom za mydełko, sprawiły, iż wyjazd na Kubę stał się marzeniem każdego mężczyzny. I chociaż dziś, wśród tłumnie odwiedzających wyspę amatorów kobiecych wdzięków pojawiają się rozczarowane głosy, że mydełka przestały być atrakcją i ich miejsce zajęła twarda waluta, to wyjazd na Kubę nadal oznacza realizację skrywanych przez lata erotycznych pragnień.
Dla kubańskich kobiet turysta jest bardzo łakomym kąskiem. Gdziekolwiek nie pójdzie spotka się z ich wzmożonym zainteresowaniem i adoracją. Tu nieśmiały księgowy lub podtatusiały kierowca z wielkim brzuchem, mają szansę stać się Casanovą i zrealizować swe sny, których nigdy nie udałoby im się spełnić w swoim kraju. Na porządku dziennym jest widok par składających się z 50-60 letnich “wujków” z uwieszoną na szyi 20 letnią, śliczną mulatką lub murzynką. Posiadanie chłopaka zza granicy to forma nobilitacji oraz okazja do zakosztowania lepszego życia. Seks za pieniądze ma na Kubie społeczne przyzwolenie co sprawia, iż nierzadko oczekiwane jest, że córka lub siostra zadba o rodzinny budżet. Nie dziwią sytuacje gdy na ulicach brat lub chłopak oferuje spędzenie nocy ze swoją siostrą lub dziewczyną.
Chociaż nikt oficjalnie nie przyznaje się do promowania seksturystyki na Kubie, to w folderach wielu biur turystycznych znajdziemy zdjęcia pięknych, ciemnoskórych Kubanek na tle lazurowego morza, w męskich magazynach przeczytamy poradniki i przewodniki dla sex-turysty. W efekcie, połowa turystów odwiedzających wyspę to mężczyźni podróżujący samotnie lub w męskim towarzystwie szukający wrażeń w ramionach zgrabnych Kubanek urzekających swoją kobiecością; uwodzicielskich i namiętnych. Prawdą bowiem jest, że Kubanki potrafią zawrócić w głowie bardziej niż najmocniejszy rum. Umieją rozkochać w sobie mężczyznę do szaleństwa i owinąć go wokół palca.
Oficjalnie prostytucja na Kubie nie istnieje. Po rewolucji kubańskiej jednym z głównych zadań nowej władzy było oczyszczenie ulic z prostytutek, stworzenie szans na zdobycie wykształcenia i rozwoju zawodowego kobietom dla których do tej pory były one niedostępne. Szczytne hasła nijak mają się do brutalnej rzeczywistości. Po upadku ZSRR kraj pogrążył się w głębokim kryzysie, a przeżycie z pensji na państwowej posadzie wynoszącej miesięczne 12 dolarów stało się niemożliwe. Z początku gdy kubańska turystyka dopiero się rozwijała, Kubankami kierowała ciekawość, chęć przeżycia przygody i zakosztowania zachodniego stylu życia. To co z początku było dla wielu młodych Kubanek szansą na zakup nowych spodni, zdobycie zachodniego mydełka, dezodorantu czy posiłek w restauracji złożony złożony z rzadko widzianego mięsa, przerodziło się w duży, choć nielegalny biznes. Na Kubie nie ma domów publicznych i oficjalnie prostytucja jest zakazana. Mało jest zawodowych prostytutek wystających na ulicach jakie można spotkać w większości europejskich miast. Zdecydowaną większość stanowią jineteras.
Określenie jinetera tłumaczone jest jako dżokej (dosiadający turystę i jadący na jego grzbiecie / portfelu). Jineterismo nie oznacza typowej prostytucji, to sposób na życie. Oznacza wymianę usług seksualnych na jedzenie, ubranie, kosmetyki czy sponsoring. Obok jineteras występują jineteros. To pośrednicy oraz męski odpowiednik jinetery. Polują oni na samotnie podróżujące turystki, proponują obcokrajowcom wszystko począwszy od dziewczyn, kwater, cygar po wynajem auta czy taksówki. Jineteras oferują swoje towarzystwo w zamian za gratyfikację finansową, posiłek w dobrej restauracji, wypad do klubu, perfumy, nowe buty czy inne prezenty. Marzeniem każdej jinetera jest spotkanie księcia z bajki, który zabierze ją do swego kraju za morzem, gdzie żyć będzie jak w noweli opływając we wszelkie luksusy i dostatki o których na Kubie mogła jedynie śnić. Jineteras można spotkać praktycznie w każdym zakątku wyspy, najwięcej jest ich jednak w skupiskach turystycznych, miejscach licznie odwiedzanych przez obcokrajowców takich jak Hawana, Varadero czy Santiago de Cuba. W sobotni czy niedzielny wieczór licznie kręcą się wokół klubów i restauracji gdzie bawią się turyści. Zwykłej kubańskiej dziewczyny nie stać na kosztującą 10 cuc wejściówkę do klubu, dlatego te które spotkamy w środku na pewno nie kupiły biletu ze swej głodowej pensji. Inną grupą jineteras są studentki które w ten sposób zarabiają na studia lub pracownice sektora państwowego pragnące dorobić by utrzymać dom i rodzinę. Atrakcyjne panie architekt, lekarki czy nauczycielki oddają swoje ciało obcokrajowcom w zamian za kilkadziesiąt peso lub cenne upominki.
Standardem jest, iż za seks z dziewczyną poznaną w którymś z hawańskich klubów trzeba zapłacić około 70-80 cuc. Noc w towarzystwie rezydentki najlepszych hotelowych restauracji to wydatek rzędu 100-150 cuc, jednak większość jineteras zadowala się kwotami rzędu 30-50 cuc. Generalnie hawańskie kobiety nie mają najlepszej opinii. Określane są jako wyrachowane i zepsute, nastawione wyłącznie na zysk. Trzeba być ostrożnym, pilnować portfela i cennych przedmiotów, często się zdarza, że jineteras kradną co tylko wpadnie im w ręce. Im dalej od stolicy i głównych ośrodków turystycznych tym większe szanse na poznanie miłej dziewczyny i nawiązanie znajomości mogącej przerodzić się w coś więcej niż tylko wakacyjna przygoda. W miastach takich jak Cienfuegos, Camaguey, Las Tunas, znacznie rzadziej odwiedzanych przez obcokrajowców, samotny mężczyzna znajdzie to czego szuka. W takich miejscach kobiety mniejszą wagę zwracają na pieniądze, częściej traktując tę znajomość jako nowe doświadczenie, przygodę i szansę na poznanie męża.
Turysta na Kubie musi się przygotować na bycie obiektem wzmożonego zainteresowania ze strony kubańskich dziewcząt. Nie czują one skrępowania by podejść lub nawiązać samodzielnie rozmowę inicjując nową znajomość.
“Do you like me? Do you want to have sex with me?” - takimi słowami 18 letnia piękność zaczepiła mnie gdy siedziałem na schodku mojej casy paląc papierosa i patrząc na auta sunące wolno ulicami Hawany.
“Quieres hacer chiki chiki conmigo?” (Chcesz się ze mną kochać?) - wyszeptała sprzedawczyni w ulicznym barku w Camaguey gdzie postanowiłem kupić butelkę wody mineralnej.
“Como estas? Estas solo?” (Jak się masz, Jesteś sam?) - zalotnie spytała atrakcyjna mulatka gdy zbierałem się do powrotu z plaży w Varadero…
Przy nawiązywaniu znajomości należy zwracać ogromną uwagę na wiek i posiadanie przez naszą przygodną towarzyszkę carnet de identidad. Kubańczycy przechodzą inicjację seksualną dość wcześnie, bywa, że w wieku 12-13 lat. Wśród dziewcząt szukających znajomości wśród turystów można zatem spotkać 14 i 15 letnie jineteras. Kubańskie prawo bardzo surowo karze pedofilię za którą grozi kara do 15 lat więzienia, na porządku dziennym jest więc zatem rozpoczęcie znajomości od zażądania przedstawienia carnet, świadczącego o pełnoletności.
Jineterismo i prostytucja są ścigane przez policję. Jedną z form ich przeciwdziałania są przepisy nakładające na hotele i właścicieli casas particulares obowiązek prowadzenia ścisłej ewidencji Kubańczyków towarzyszących turystom. Sprawia to, iż praktycznie niemożliwym jest zaproszenie Kubanki do hotelu. Musiałaby ona pokazać w recepcji swój carnet i jej dane trafiłyby do policyjnej kartoteki. Trzykrotny wpis powoduje, iż traktowana będzie jako prostytutka i może trafić do więzienia na 4 lata. Równie trudno jest zaprosić dziewczynę do casa particular. Właścicieli kwater także obowiązuje nakaz meldunkowy i każda osoba goszcząca w domu musi zostać przez właściciela odnotowana w księdze gości. Część z nich za dodatkową opłatą przymyka oczy, jednak większość trzyma się tej reguły bezwzględnie. Niektórzy gospodarze potrafią nie zmrużyć oka przez całą noc i warować przy drzwiach jak cerber, by zagraniczny klient po kryjomu nie sprowadził sobie dziewczyny. Dla właściciela kwatery ujawnienie nie zarejestrowanej osoby podczas kontroli oznacza utratę licencji, wysoką grzywnę i masę kłopotów. Pytaniem zatem nie jest “z kim” spędzić noc, ale “gdzie”. Problem ten rozwiązują po części nielegalne casy. Są to kwatery których właścicieli nie stać na opłaty licencyjne lub też wolą pozostać w szarej strefie. Specjalizują się w wynajmie pokoi na jedną noc lub na kilka godzin. Kubańczycy znają dokładnie adresy takich miejsc, tak więc jeśli właściciel legalnej casy nie wyraża zgody na wprowadzenie towarzyszki to jest to jedyna opcja na spędzenie upojnej nocy. W hotelu natomiast zwykle wystarczy spytać odźwiernego a zaraz w zamian za drobny napiwek znajdzie kogoś kto oferuje takie pokoje.
Policja ma prawo zatrzymywać samochody turystyczne oraz mieszane pary w celu wylegitymowania i ewentualnego zatrzymania osób podejrzanych o jineterismo. Jeśli dziewczyna nie ma w kartotece żadnej historii wystarcza oświadczenie, iż obcokrajowiec z którym przebywa to jej chłopak (novio), jeśli zaś okaże się, że była już notowana z innym turystą, zostanie aresztowana oraz otrzyma list ostrzegawczy wiążący się z karą finansową, poinformowaniem o tym fakcie rodziny i przewodniczącego lokalnego CDR (Komitetu Obrony Rewolucji). List ostrzegawczy podobnie jak wpis w kartotece o spędzeniu nocy w hotelu czy casa particulares u boku obcokrajowca wydawany jest tylko 3 razy. Po 3 listach Kubanka otrzyma wyrok więzienia za “antyspołeczne zachowanie”. W przypadku kontroli obcokrajowiec nie ponosi żadnych konsekwencji.
Walka kubańskiego rządu z prostytucją ma drugie dno. Chociaż prostytucja psuje wizerunek jedynego społecznie-sprawiedliwego ustroju na arenie międzynarodowej narażając Kubę na powszechną krytykę, to władze są świadome wpływu seksturystyki na budżet kraju. Przygotowany przez dziennik Herald Tribune raport, dowodzi, iż jedna prostytuująca się kobieta zapewnia pracę i środki do życia 4 innym osobom. Są wśród nich taksówkarze, pośrednicy, właściciele prywatnych restauracji czy pokoi gościnnych. Pośrednio, większa część tych pieniędzy trafia do państwowej kasy, turyści w damskim towarzystwie wydają więcej pieniędzy w barach, rządowych dyskotekach, restauracjach, dolarowych sklepach z ubraniami i żywnością. Z jednej strony więc władze ograniczają skalę tego zjawiska, z drugiej wykorzystują prostytutki i jineteras do inwigilacji turystów oraz czerpią z szerokiego strumienia dewiz płynącego z ich kieszeni.
Michał Jeziorski








habana
rok temu
Jeden z najlepszych artykułów o jineterismo, jakie czytałam! Temat został opisany wyczerpująco i ciekawie. I dobrze dobrane zdjęcia. Bardzo chętnie przeczytam więcej tekstów tego autora.
A samego autora chciałabym się spytać, skąd czerpał informacje - ze źródeł pisanych, czy ustnych? Jeżeli pisanych, to jakich? Interesuje mnie zwłaszcza informacja o wpisach do kartoteki i długości kar więzienia.
Pozdrawiam!
Funky Koval
rok temu
Witam :) Dziękuję za miły komentarz. Niebawem opublikuję artykuł o miłości na Kubie, ślubie i związkach z obcokrajowcami, gdzie również będę wdzięczny za opinie.
Jeśli chodzi o ten tekst to większość informacji pochodzi ze żródeł kubańskich i informacji jakie zebrałem podczas moich wypraw na Kubę. Wspierałem się również opracowaniem Charles’a Trumbull’a /PROSTITUTION AND SEX TOURISM IN CUBA/ przygotowanym na potrzeby Dickey Center w USA.
Pozdrawiam!
LaHabana
9 miesięcy temnu
Witam,
od dawna śledzę “losy” tej strony i muszę przyzna jest to nalepsza strona jaką znalazłem o tematyce Kuby!
Acz kolwiek dawno się tu nic nie działo i … postanowiłem się zalogowac i mam nadzieję że rozmowy będą gorące jak temperatura chociaż by w cieniu palmy ;)
Pozdrawiam ~ Habana
LaHabana
9 miesięcy temnu
i gdzie to wlpic? może tutaj:
Od dawna jedno mi chodzi ciągle po głowie…
Jak się może zmienic Kuba jeśli przeminie era Fidela Castro?
Jakie wpływy zaczną działac na wyspie?
Czy Kuba stanie się kolejną wyspną pokroju Key West z kolorowymi domkami, czystami plazami przepełnionymi barami?
Ze strony politycznej już POWOLI idzie w stronę demokracji (moje zdanie),zmiany ustroju - oczywiście jest to bardzo dobry znak dla ludzi tam żyjących i oby do tego doszło że będą godnie żyli, ale ja ubolewam nad tym że nie zobaczę tej Kuby o której marzę, tej Kuby która czaruje, ludzi których nie ma nigdzie indziej na świecie!
Troszkę mi się przypominają opowiadania przy stole rodziców, babci,dziadków i innych zaawansowanych ludzi przezyciami z lat PRL, że atmosfera była piękna mimo iż nie było wystarczających środków do życia, święta mialy inną atmosferę, może właśnie to czeka Kubę, że nie będzie już tego uroku bo przecież apetyt rośnie w miarę jedzeni czy nie prawda?
Ja oczywiście niegdy nie byłem osobiście na Kubie i bardzo,ale to bardzo nad tym ubolewam “znam” tylko z opowiadań i z kilkuset przeczytanych stron tą piekną wyspę ale już tęsknię za “starą” Kubą!
przy okazji polecam do włączenia anajlepiej do przekierowania na tą stronę forumowiczów http://www.miastomuzyki.pl/forum/forumdisplay.php?f=1782
admin
9 miesięcy temnu
Dawno się nic nie działo LaHabana, bo i czasu mało ostatnio. Obiecujemy jednak wziąć się wkrótce do roboty ;)Przy okazji zapraszamy do dzielenia się waszą wiedzą i informacjami o Kubie. Saludos :)
vlores
8 miesięcy temnu
Podobnie jak LaHabanę fascynuje mnie Kuba. Zupełnie przypadkiem trafiłam na tę stronkę i muszę przyznać, że jestem oczarowana.
Widziałam kiedyś emitowany w TV dokumentalny (?) film o Kubie.
Dawna właścicielka pałacu (obecnie Amerykanka) wróciła na Kubę, aby udokumentować “bidę z nędzą” i niezadowolenie Kubańczyków. I o ile rzeczywiście operator pokazał zaniedbany pałac, o tyle miny Kubańczyków, ich uśmiechy i wypowiedzi wcale nie wskazywały na rozpacz i tęsknotę za dawnymi czasami “przed Castro”.
Kuba to temat rzeka:)
LaHabana
6 miesięcy temnu
Cisza? :) rozumiem że to tylko zimowy sen i wraz z przyjściem wyższych temperatur przyjdzie nam dużo czytania i wiadomości z Kuby. Pozdrawiam
admin
6 miesięcy temnu
Wybacz LaHabana, ale pochłonięci jesteśmy chwilowo pracami związanymi z narodzinami nowego polsko-kubańskiego obywatela ( a raczej obywatelki ;)). Jak tylko śniegi stopnieją, niedźwiedzie obudzą się z zimowego snu to zabieramy się ostro do pisania.
LaHabana
6 miesięcy temnu
no to super hehe pozdrawiam i wyczekuję nowych artykułów.
marco
4 miesiące temu
“…Dawna właścicielka pałacu (obecnie Amerykanka) wróciła na Kubę, aby udokumentować “bidę z nędzą” i niezadowolenie Kubańczyków.I o ile rzeczywiście operator pokazał zaniedbany pałac, o tyle miny Kubańczyków, ich uśmiechy i wypowiedzi wcale nie wskazywały na rozpacz i tęsknotę za dawnymi czasami “przed Castro…”. Vlores i co od tych 3 miesięcy byłaś na Kubie??? jak byłaś to powinnaś zrobić nowy wpis…jak tam jest naprawdę…ja byłem…ale objechałem kilka miejscowości łącznie z Hawaną ale “niezorganizowaną” wycieczką…jebnij się w łeb…bo jeżeli nie widziałaś prawdziwej Kuby to albo siedziałaś cały czas na basenie albo “nadstawiałaś” jakiemuś “zadowolonemu z systemu” kubańczykowi chojnie go wynagradzając…ja stamtąd niedawno wróciłem…plaże piękne…dyskoteki super…butelka chivasa lub Ballantine’s na dyskotece tańsza niż u nas i patrzą na Ciebie jak na BOSA jak taką posiadasz przy stoliku…ale przejedź się wynajętym samochodem z wypożyczalni i pooglądaj prawdziwą Kubę…spójrz w te smutne oczy “uśmiechniętych twarzy”…w Hawanie znajdź padre Andreasa i dowiedz się “Dlaczego cukierki są takie ważne?” - http://solidarity.com.pl/index.php/korenspondencje-ze-swiata/ameryka-paci/dzieacy-polskiego-misjonarza-na-kubie.html