Oblicza Kuby – Hawana

1


…idę ochłonąć na pobliską promenadę będącą przedłużeniem słynnego Malecon. Ta jest porażająco ciemna i nieco pustawa. Gdzieniegdzie w mroku nielicznych świateł można dostrzec jakieś postacie. Czasem po asfalcie sąsiadującym z nadbrzeżem przemknie auto, najczęściej marki Łada. Ciemno, pusto, cicho. Słychać tylko z lekka delikatny szum zatoki. Gdzie ta głośna, radosna, rozśpiewana, tańcząca Hawana, gdzie ta rozrywkowa Kuba???? – Znam odpowiedź na to pytanie – Takiej Kuby trzeba troszkę poszukać!

Malecon nocą

Kuba– mój pierwszy lot na drugą stronę Oceanu Atlantyckiego. Startuję z warszawskiego Okęcia do Paryża, skąd po czterech godzinach planowanego postoju związanego z przesiadką wsiadam na pokład transkontynentalnego Boeninga 747. Z lotniska Charles de Gaulle odlatuję do Hawany i po dziewięciogodzinnym locie jestem na José Martí International Airport. Przestawiam zegarek o 6 godzin. W Polsce zaczyna się piątek, w Hawanie jest jeszcze czwartkowe Boże Ciało. Jest godz. 18. Mimo, iż raczej jestem „nocnym markiem” trudy podróży dają mi się we znaki, co powoduje moją senność. Od wyjazdu z Wrocławia minęła ponad doba. Jako ostatni z naszej grupy, z życzliwym uśmiechem podaję swój paszport do wglądu bardzo groźnie wyglądającej kubańskiej urzędniczce. Bacznie przygląda się mojej rozbawionej powagą sytuacji minie, więc proszę by się uśmiechnęła. Jej kamienna, pełna przejęcia rolą, którą pełni twarz, nawet nie drgnie. Dźwięk stempla z łoskotem sygnalizuje mi, że jestem wpuszczony na Kubę i mogę sobie „beztrosko” zwiedzać nieco izolowaną przez część świata wyspę.

Lotnisko w HawanieHawana lotnisko, Kuba

Jest koniec maja. Europejską piękną, umiarkowaną pogodę zamieniam na przytłoczone żarem kończącego się dnia późne hawańskie popołudnie. Pierwszy kontakt z ciężkim, stygnącym powietrzem wzmaga me zmęczenie. Najzwyczajniej w świecie chce mi się spać. Nieco ponad godzinę później, spoglądam przez przybrudzone okno hotelu na poszarzałe o tej porze wody Zatoki Meksykańskiej.

Hotel Melia CohibaJestem w jednym z 401 pokoi i 61 apartamentów, w jednym z bardziej nowoczesnych budynków w Hawanie, na 16 piętrze hotelu The Meliá Cohiba. To moje pierwsze popołudnie w stolicy Kuby. Zasypiam. Budzę się ok. godz. 2 w nocy. W Polsce jest 8. Nie chce mi się spać, szkoda czasu na sen. To dobry powód by wyjść z hotelu. Postanawiam opuścić tego turystycznego molocha i mimo nietypowej pory zrobić mały rekonesans po pobliskiej okolicy. Jak na razie w ogóle nie czuję, że jestem na Kubie, Kubie która miała być tak różna, tak niezrozumiała dla przybyszów z powszechnie pojętej i znanej nam demokracji. Na chwilę obecną czuję się jakbym był gdzieś na południu Europy. Nic nie wskazuje na to, że jest inaczej. The Meliá Cohiba jest bardzo dobrze wyposażony we wszelkiego rodzaju zbytki. Jest tu wszystko co jest potrzebne przeciętnemu, masowemu turyście. Postanawiam sprawdzić jak jest wokół tej dewizowej enklawy….

Pierwsze kroki kieruję do pobliskiego sklepu visa a vis hotelu. Mimo późnej pory jest czynny i całkiem przyzwoicie zaopatrzony. Chwytam więc puszkę piwa Bucanero z charakterystycznym wizerunkiem Indianina i udaje się do kasy. W kieszeni mam dolary i euro. Jeszcze nie wymieniłem pieniędzy, ale zakładam, że płatność nie będzie żadnym problemem. Wyciągam 5 euro i podaję sprzedawcy. Ten widząc walutę z pełnym spokojem stwierdza, że tu nie płaci się takimi pieniędzmi. Konsternacja! Chcę piwo, a on nie chce zapłaty mimo, że kwota którą proponuję to dużo więcej. Jest nieprzekupny. W pustym o tej porze sklepie z zaplecza interweniuje, jak mniemam, kierowniczka i po chwili dyskusji ze sprzedawcą zezwala na transakcję. Ten w geście aprobaty przełożonej zamienia mi lekko schłodzone piwo na ekstra oszronione z lodówki – Muchas gracias! Wychodzę ucieszony z nabytym, bardzo schłodzonym trunkiem. Zaraz je otwieram i .. czy piliście kiedyś zamarznięte piwo? Jeżeli nie to pamiętajcie, że piwo które zamarzło, w momencie otwarcia to tylko chwila piany i pozostająca bryła lodu w puszce. To kubańskie też jest takie! Po niepowetowanej stracie idę ochłonąć na pobliską promenadę będącą przedłużeniem słynnego Malecon. Ta jest porażająco ciemna i nieco pustawa. Gdzieniegdzie w mroku nielicznych świateł można dostrzec jakieś postacie. Czasem po asfalcie sąsiadującym z nadbrzeżem przemknie auto, najczęściej marki Łada. Ciemno, pusto, cicho. Słychać tylko z lekka delikatny szum zatoki. Gdzie ta głośna, radosna, rozśpiewana, tańcząca Hawana, gdzie ta rozrywkowa Kuba????

Hawana – noc

Przed hotelem Melia CohibaChwilę później dosiadam się do dwójki czarnoskórych, jak się później okazuje, rodowitych Kubańczyków: Mustafy i Emilio. Tak jak ja spędzają czas na promenadzie, siedząc na okalającym ją murku. Po wymianie grzeczności opowiadam im z humorem historię z piwem i by podtrzymać zawartą znajomość proponuję wspólne spędzenie czasu przy kilku puszkach Bucanero. Mając na uwadze moją przygodę w sklepie z taktem proszę o pomoc w zakupie Mustafę. Z wyraźną bezinteresownością przynosi za tą samą kwotę trzy piwa i resztę, którą proszę, by zatrzymał bez urazy – za fatygę. Oczywiście nie chce. Mimo wcześniejszych ostrzeżeń przed przygodnymi znajomościami szczególnie o takiej porze i w takim miejscu obaj poznani Kubańczycy wzbudzają moje zaufanie. Nie są Hawańczykami, a pochodzą z niedalekiego Matanzas, które wspaniale starają się zareklamować. Mustafa ma rodzinę w Kanadzie. Obydwoje studiują. Na przeróżnych rozmowach, przerywanych milczeniem powodowanym zawiłościami językowymi spędzamy ok. 2 godzin. Mustafa jeszcze kilka razy odwiedza pobliski sklep. Ja pogłębiam swoją wiedzę o Kubańczykach i ich zwyczajach. Szczególny szacunek zdaję się wzbudzać w obu kompanach, gdy pytają mnie gdzie śpię?

Tutaj – pokazuję na pobliski okazały, 5 gwiazdkowy luksusowy hotel .

Naprawdę? – pytają z niedowierzaniem.

Tak, na 16 piętrze, tam gdzie teraz świeci się najwięcej świateł – widocznych na ciemnej o tej porze bryle hotelu. Na 16 i 17 piętrze mieszkają Polacy– objaśniam. W Polsce jest teraz 10 rano, a goście mają najwyraźniej problemy z aklimatyzacją. Efekt Zombie!

Przyjacielu! – mówi Mustafa. To dziwne, że Ty mieszkając tam, siedzisz tu z nami i rozmawiasz. Zazwyczaj ludzi stamtąd -pokazuje na ostre kąty i ściany z kamienia i szkła charakteryzujące wygląd Meliá Cohiba, – dzieli od nas Kubańczyków wielka przepaść. Nigdy nikogo takiego jak ty tutaj nie spotkaliśmy. A przychodzimy tu często popatrzeć na uśmiechniętych i zadowolonych obcokrajowców.

Słowa te wzbudzają we mnie uczucie niezwykłej życzliwości i zrozumienia dla nich. Czuję niezwykłą radość. Mustafa idzie po jeszcze jedną kolejkę Bucanero. Włączam jedyny kawałek muzyki który mam w telefonie – to Eminem….. I feel you creepin’, I can see you from my shadow… Żegnam Mustafę i Emilio. Trzymajcie się Przyjaciele!!!

Czytaj dalej: 1 2 3

Tags:  ,