Hawana -dzień
Poranny zjazd windą na śniadanie i widok niezwykłego zamieszania w przestronnych holach hotelu. Istna wieża Babel. Jedni się wprowadzają, inni wyprowadzają. Wszystkie windy przepełnione, na ruchomych schodach tłok. Jedynie w ogromnej restauracji można znaleźć nieco pozornego spokoju pod warunkiem, że siądziesz w rogu, ukryty za rozłożystą, bujną roślinnością. Pierwsza myśl – jestem w kombinacie, mieli mnie ogromna maszyna do wyciskania dewiz z turystów.
Po śniadaniu – zbiórka przed hotelem gdzie czeka autokar z kubańskim przewodnikiem, którego wypowiedzi i poczynania najwyraźniej kontrolowane są dyskretnie przez kierowcę-agenta. Mamy bardzo napięty harmonogram. Objazd zaczynamy od wizyty w fabryce cygar, która swoich początków sięga 1844 r. i została założona przez niemieckiego bankiera Hermana Upmanna. Ten po raz pierwszy użył znanych dziś pudełek, by wypromować swoje przedsiębiorstwo bankowe. W zakładzie nie są zainstalowane nowoczesne maszyny, a produkowane ręcznie cygara cieszą się uznaniem koneserów. Dziś fabryka ta, obok której mieści się również szkoła, znana jest jako fabryka José Martí. Z nieukrywaną nadzieją liczę, że oczom mym ukażą się prawdziwe kubanki kręcące cygara na spoconych udach. Niestety, po chwili oczekiwania, aż wytwórnię opuści wycieczka z Holandii możemy wejść i przyjrzeć się tej żmudnej pracy. Przemierzając niewielkie pomieszczenia znacjonalizowanej manufaktury odnoszę wrażenie, że jestem w pieczołowicie funkcjonującym skansenie gdzie panują ściśle określone od ponad 100 lat reguły wytwarzania tak charakterystycznego dla Kuby produktu. Monotonną i żmudną pracę zatrudnionym przy skręcaniu cygar, zarówno kobietom jak i mężczyznom zwanych torcedores, uprzyjemnia lektura prasy kubańskiej oraz dzieła z kanonu literatury pięknej, czytane do mikrofonu przez osobę zwaną tobacco reader. Czy to dla efektywności? Czy to dla relaksu pracujących? Czy w obecnym czasie już tylko dla turystów? Szkoda, że nie zdążyłem sprawdzić z jaką datą była czytana dziś przez tobacco reader gazeta, bo sądząc po pożółkłym papierze wydawała się być tak stara jak fabryka markowych cygar sygnowanych znakiem H. Upmanna.

Następnym odwiedzanym miejscem jest Plaza de la Revolucion –wielki, mogący pomieścić ok. miliona ludzi plac, otoczony socrealistycznymi budynkami zajmowanymi przez administrację kubańskiego reżymu. Centralne miejsce placu zajmuje monumentalna, 109 metrowa wieża i 18 metrowy posąg tworzące José Martí Memorial. To na tym placu Fidel Castro bił rekordy długości płomiennych przemówień dając wyraz swym oratorskim talentom. Z okazałego budynku zajmowanego przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych spogląda w naszym kierunku wzrok najważniejszego rewolucyjnego bohatera kubańczyków, idealnego socjalisty – Ernesta Che Guevary. Mam wrażenie, że mrugając okiem daje znak, że czas tej Kuby mija bezpowrotnie. Pustka tego miejsca jest jak pustka przebrzmiałych postaci i haseł.
Kolejnym przystankiem jest wizyta w fabryce Bocoy Rum Factory, która jest także producentem legendarnej marki rumu Ron Legendario. Po wciąż produkującym zakładzie oprowadza nas czarnoskóry Jose. W elegancko skrojonym białym garniturze, z cygarem w ustach swą osobą i zachowaniem sprawia wrażenie jakby żył w czasach Batisty, a nie Fidela. Opowiada o historii fabryki powstałej w 1878, procesie wytwarzania rumu oraz niewątpliwych zaletach tego trunku. Najprzyjemniejsza część to końcowy etap wycieczki, którą kończy degustacją w klimatycznym sklepie firmowym i barze. Aż żal opuszczać miejsce gdzie przy cygarze można posmakować znakomitego wiernego towarzysza kubańskiego życia – rumu!
Po „smakowej lufie” wizyta na wybudowanym w latach 1926-1929 Capitolio nabiera zupełnie innego wymiaru. Stojąc naprzeciw tej imponującej budowli można ulec złudzeniu, że stoi się naprzeciw waszyngtońskiego Kapitolu, bowiem dawna siedziba Izby Reprezentantów i Senatu bardzo przypomina budynek Kongresu Stanów Zjednoczonych, na której była wzorowana. O dawnym przeznaczeniu byłego parlamentu dzisiaj przypomina już tylko rząd…. starych samochodów w większości pochodzących z lat 40-stych i 50-tych ubiegłego wieku, zaparkowanych przed frontem okazałego budynku. Auta te będące turystyczną wizytówką obecnej Kuby po dziś dzień służą mieszkańcom stanowiąc niekoniecznie tylko atrakcję dla przyjezdnych. Są one bowiem w powszechnym użyciu i mimo ich wiekowości zajmują znaczący procent ogółu samochodów poruszających się po kubańskich drogach. W Europie stanowiłyby prawdziwe gratki dla koneserów motoryzacji – tu nadal służą ludziom w ich reglamentowanym życiu.

Opuszczam okolice Capitolio, by przez malowniczą, biegnąca wzdłuż wybrzeża promenadę Malecon dotrzeć do największego, leżącego nad butelkowatą zatoką kolonialnego centrum Ameryki Łacińskiej -Habana Vieja. Spoglądam na najstarszą budowlę militarną wyspy -Castillo de la Real Fuerza, centrum życia religijnego, politycznego i wojskowego Nowego Świata -Plaza de Armas i El Templete – pobudzające wyobraźnię okno na świat. To stąd wyruszały do Hiszpanii galeony wyładowane złotem. Spaceruję w okolicach Plaza de San Francisco de Asis, podziwiam kolonialną architekturę odnowionego Plaza Vieja, stoję przed barokową fasadą uważanej za najpiękniejszą w Ameryce Catedral de San Cristobal, by w końcu przysiąść do obiadu w towarzystwie ulicznych grajków. Jeszcze tylko zakupy na pełnym wyrobów rękodzielniczych targu Artisan’s Market. Wymienione miejsca to tylko namiastka kipiących bogactwem zamierzchłych czasów ulic, placów, budynków. Bez wyznaczonej trasy, bez zaglądania do opasłych przewodników, bez wysiłku możesz „potknąć” się o „coś” co wzbudzi zainteresowanie bystrego obserwatora. Wenecja Kuby!!!
![]() | ![]() |
|---|---|
![]() | ![]() |
Kończy się mój dzień w Hawanie, wracam do hotelu by chwilę odpocząć, bo wieczór zapowiada się nader ciekawie. Czeka mnie wizyta w słynnym klubie Tropicana do której wybieram się starym oldsmobilem.










1