Oblicza Kuby - Hawana

1


Hawana – ostatnia noc

Różowy oldsmobilPo całodziennym bieganiu czas chwilę odpocząć po kolacji spędzonej w hotelowej restauracji. Znów o sobie daje znać zmiana czasu przez co o mały włos nie spędziłbym ostatniej hawańskiej nocy w wygodnym łóżku pokoju na szesnastym piętrze. Ale po kolei. Otóż na zaplanowany wyjazd spod hotelu na godz. 20 zwyczajnie w świecie zaspałem. Zmęczony szybkim zwiedzaniem Hawany postanowiłem po kolacji nieco zmrużyć oko. Zmrużenie przerodziło się w głęboki sen z którego ocknąłem się nader szczęśliwie. Kiedy bezwiednie zamykałem oczy za wciąż przybrudzonym oknem było słoneczne karaibskie późne popołudnie. Kiedy się ocknąłem było już szaro. Pierwsza myśl – dlaczego jestem takim pechowcem i zaspałem? Za oknem brzask, a dobrze zapowiadająca się noc przepadła razem ze snem. Żegnaj Tropicana, żegnaj nocna Hawano! Ale po chwili mego własnego żalu i refleksji nad utraconymi przyjemnościami przebiegła mnie myśl. Dlaczego jesteś takim pesymistą? Dlaczego zakładasz, że to świt? Może to dopiero zmrok? Szybki rzut oka na zegarek i…. godzina 20.15. A więc wszystko przede mną, wszystko można jeszcze nadrobić. Co prawda spotkanie grupy i wyjazd było o 20.00, ale od czego są taksówki. Przecież wiem gdzie są moi współtowarzysze, przecież na pewno ich znajdę. Każdy Kubańczyk wie gdzie jest Tropicana. Zebrawszy się w iście błyskawicznym tempie, piętnaście minut później byłem już na dole, przed Meliá Cohiba licząc, że spotkam jakiś maruderów. Niestety, po grupie nie było już śladu. Zacząłem szukać taksówki i tuż za rogiem znalazłam różowy oldsmobil z podniesioną do góry maską, z której buchały kłęby pary. I miałem szczęście, bo w zepsutym aucie byli moi znajomi i dość przypadkiem czekało na mnie wolne miejsce. Byłem znów w grze. Chwilę później pędziłem odkrytym oldsmobilem, urzekającymi nocą, z rzadka oświetlonymi ulicami Hawany na słynną rewię. To nic, że w starym pojeździe nie działał żaden wskaźnik na kokpicie, a drzwi trzeba było nieco przytrzymywać, by nie wypaść na zakręcie. Ważne było, że niesamowity ryk silnika, przerywany charakterystycznym brzęczeniem klaksonu, nadawał autu pozornie niesamowitą prędkość powodującą, iż ciepły hawański powiew wieczoru wdzierał się we włosy i nozdrza podróżujących. Tropicana była nasza!

Tropicana show

Kierowca podwiózł nas pod same drzwi i stąpając po czerwonym dywanie dotarliśmy na miejsca, by zasiąść na widowni jak kiedyś Ernest Hemingway, Jimmy Durante czy Marlon Brando. Opisywana jako “Raj pod gwiazdami”, nieco przebrzmiała, zainicjowana w 1939 roku efektowna rewia to wejście do świata minionej już epoki, epoki kiedy kolorowe, spektakularne produkcje ściągały elitę. Czas umilał nam Cuba Libre i jak to określiła następnego dnia pewna znudzona pani -230 panienek w stringach. Sama, trzygodzinna rewia pozwala przenieść się w czas szalonej Kuby lat czterdziestych pełnej przepychu, pięknych tancerek i zwinnych tancerzy jawiących się na scenie w bogactwie różnobarwnych strojów. Serwowana Cuba Libre dość skutecznie wprowadza w nastrój nadchodzącej nocy. W finale pobytu w Tropicana brylowaliśmy na scenie w rytmach salsy, zachęcani do zabawy przez stopniowo znikające za sceną tancerki. I na tym powinna zakończyć się nasza nocna hawańska eskapada, ale nie dziś!

Trzygodzinna rewia tropicana

To miał już być koniec naszej zabawy. I tak pewnie by się stało gdyby nie „bunt” w odwożącym nas do hotelu autobusie. Grupą ok. 15 osób postanowiliśmy inaczej. Życzenie mieliśmy proste: chcemy aby kierowca Carlos wiózł nas nie do hotelu lecz do centrum! I tak się stało. Chwilę później byliśmy w Habana Vieja by rozpocząć nocny spacer po Malecon. Co chwilę jesteśmy zaczepiani przez natarczywych jinetero proponujących wizyty w rozmaitych klubach i miejscach. Na okalającym rozległą promenadę murku pogrywają uliczni grajkowie, wszędzie słychać muzykę. Mijamy kolejne grupki rozbawionych ludzi. Na pierwszy rzut oka nie tylko turystów, ale także miejscowych beztrosko spędzających czas.

La Zorra y El CuervoMimo bardzo późnej pory promenada zdaje się żyć wrzawą rozmaitych dźwięków i pokus. Kolejny jinetero namawia nas do wizyty w klubie jazowym reklamując go jako grającego muzykę Latin Jazz. Decydujemy się. Przemykając wąskimi i ciemnymi uliczkami w ciszy nocy Starej Hawany, prowadzeni przez naszego, świeżo poznanego przewodnika, po chwili trafiamy pod drzwi czerwonej budki telefonicznej wprost ze starego Londynu. To wejście do małego, dymiącego atmosferycznym klimatem piwnic, jednego z najlepszych nocnych klubów Hawany I La Zorra y El Cuervo na La Rampa, gdzie koncertowali min. klasycy gatunku, Roberto Fonseca i Chucho Valdes. Jesteśmy jedynymi gośćmi, a wspaniali muzycy dają koncert na żywo. Znakomicie! Kolejne drinki Cuba Libre (bo nie ma czasu na pieczołowicie przygotowywane Mojito) podgrzewają atmosferę wizyty w tym klimatycznym miejscu. Aż żal opuszczać, ten dość przypadkowo wybrany klub. Żaden z nas nie spodziewał się, że trafimy w takie miejsce i tak znakomicie spędzimy resztę ostatniej naszej hawańskiej nocy. Brawo!

Godzinę później, powoli, samotnie zmierzam nadbrzeżem do hotelu Meliá Cohiba. Znów jestem na nadmorskim Malecon. Jest porażająco ciemno i nieco pustawo. Gdzieniegdzie w mroku nielicznych świateł można dostrzec jakieś postacie. Czasem przemknie sąsiadującym asfaltem taksówka, najczęściej marki Łada. Ciemno, pusto, cicho. Słychać tylko z lekka delikatny szum zatoki. Gdzie ta głośna, radosna, rozśpiewana, tańcząca Hawana, gdzie ta rozrywkowa Kuba? – Znam odpowiedź na to pytanie – takiej Kuby trzeba troszkę poszukać! W świadomości błyskała mi jeszcze jedna myśl: to twoja ostatnia noc w Hawanie, za 3 godziny powinieneś wstać, bo wyjeżdżasz odpocząć do Varadero.

Sebastian 2009

Czytaj dalej: 1 2 3

Tags:  ,