Trinidad de Cuba – Na bezdrożach wieczności i zapomnienia

2


Niewiele zmieniło się w tutaj od lat, a właściwie może nawet od stuleci. Ostatnio jednak nastąpiły pewnie zmiany – pośpiesznie odnowiono fasady co poniektórych budynków, odbudowano dworzec autobusowy i Trinidad de Cuba stał się istotnym centrum turystycznym na Wyspie. Pojawił się tu nawet wyposażony w klimatyzację elegancki sklep z cygarami, bez wątpienia ogromna atrakcja dla zagranicznych turystów hotelowych z pobliskiego Cienfuegos. Poza tym reszta miasta stopniowo popada w gruzy, niszczeje, a historyczne budowle powoli zapadają się pod ziemię.

Miasto to powstało w 1514 roku, w okresie ekspansji niemal wszystkich europejskich mocarstw na Karaibach. Poprzez swoje położenie geograficzne Trinidad de Cuba, a właściwie La Villa de la Santisima Trinidad stało się niemal natychmiast dogodnym schronieniem dla piratów i przemytników poszukujących bogactw i przygód w rejonie gdzie krzyżowały się szlaki handlowe łączące Europę z koloniami Hiszpanii, Francji, czy Holandii. To stąd wyruszano na grabieżcze podboje innych okolicznych wysp, to stąd planowano napady na wypełnione złotem po brzegi hiszpańskie karawele – bogactwem Inków, czy Majów Podobno to właśnie tutaj Hernan Cortez przygotowywał swój ostateczny plan podboju Meksyku. Według historyków to tutaj zorganizował swoją armię, przy pomocy której podbił i zniewolił na zawsze kultury Majów i Azteków.

Kluczowym jednak dla Trinidad stał się zakaz handlu niewolnikami (nie mówiąc nic o samym zdelegalizowaniu niewolnictwa) – w pozornym zaciszu tego niepozornego miejsca, gdzieś na uboczu niewolniczych szlaków łączących Afrykę z Karaibami, handel ten kwitł tutaj wbrew wszelkim królewskim dekretom i zakazom.

Krwawa rebelia afrykańskich niewolników na pobliskiej Haiti (1791), rebelia która zmusiła dziesiątki francuskich magnatów do masowej ucieczki z wyspy, wpisała się także w historię Trinidad. To właśnie na wskutek zamieszek na Haiti powstała na Kubie La Valle de los Ingenios – Dolina Cukrowni, która uczyniła z Kuby największego producenta trzciny cukrowej oraz cukru ze wszystkich kolonii na Karaibach.

Lokalna arystokracja bogaciła się szybko, zarówno na zakazanym handlem niewolnikami jak i na sprzedaży cukru, a miasto kwitło w oczach. To właśnie wtedy powstały tutaj liczne wille czy hacjendy, gdzie gromadzono bogactwa, których mogły pozazdrościć dwory nawet w Europie. Dzisiejsze Museo Romantico, na przykład, niegdyś domostwo francuskiej rodziny Brunet, to prawdziwy skansen przeróżnych cudactw z kryształu, srebra, złota i platyny. Wszystko to zakupione dzięki nielegalnej sprzedaży afrykańskich niewolników.

Takich domostw było tutaj wiele, niemniej czas szalonego upajania się bogactwem minął, i minął nagle. Podczas Rewolucji kubańskiej w 1959 wszyscy zniewoleni odzyskali wolność, a przynajmniej z pozoru, a cała Dolina Cukrowni stanęła w płomieniach. To co pozostało, pożoga dawnej świetności, nie miało większego znaczenia dla nowego rządu Fidela Castro i z całą pewnością szybko pogrążyło by się w zapomnieniu, aż któregoś dnia, na przekór rewolucyjnym władzom (a może nie) i w wbrew postępującej pauperyzacji regionu, Dolina Cukrowni na pobrzeżach Trinidad de Cuba została zauważona. W 1988 miejsce to, wraz ze znajdującym się nieopodal Trinidad de Cuba, znalazło się na liście UNESCO światowego dziedzictwa kulturowego.

Rządzący z Fidelem Castro na czele, znaleźli się w tym momencie w trudnej sytuacji. Doszukiwanie się świetności Kuby w systemie obalonym wspólnym wysiłkiem zjednoczonej klasy robotniczej kwestionowało rację stanu i obnażało słabość obecnego państwa . Niemniej, z ekonomicznego punktu widzenia, w obliczu sytuacji, w której, na wskutek osłabienia się politycznego wparcia Związku Radzieckiego, i gdy turystyka stała się kluczowych źródłem przychodu narodowego, Trinidad de Cuba, podobnie jak za czasów hiszpańskich kolonii, stał się miejscem o ogromnym potencjale ekonomicznym. Rząd Fidela Castro dołożył zatem wszystkich starań, aby przywrócić miastu oblicze, które jak dotąd niszczył konsekwentnie, choć bez szczególniej determinacji… miasto po prostu samo z siebie popadało w ruinę i niepamięć. W pośpiechu odnowiono kilka budynków, powstało jedno, może dwa muzea, otwarto nowy hotel. Tutaj czas ma inny wymiar, mówi się często, ze czas się tutaj zatrzymał – turystyka rozwija się tutaj powolnie, a wraz z nią, może nawet nieco szybciej, jej pochodne: prostytucja, drobna przestępczość i czarny rynek.
Ogólny bałagan panuje tutaj na co dzień, wbrew oświadczeniom rządu Fidela Castro, budynki rozpadają się znacznie szybciej niż są remontowane, i choć trudno jest prześcignąć Rewolucyjny Komitet Komunistycznej Partii Kuby w ambicji i planach, fakt pozostaje faktem – Trinidad, podobnie jak cała reszta Wyspy, to nic więcej niż farsa – pozorna wolność, pozorna świetność.

Krążą, na przykład pogłoski, że Iglesia de la Popa (Eremita de Nuetra Senora de la Candelaria) – Kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Gromnicznej, ma stać się wkrótce luksusowym hotelem, choć dziś to jedynie ruina. Położenie tego miejsca gwarantuje najwspanialsze widoki: stąd widać ciągnące się w nieskończoność okoliczne wzgórza Guam Haya. Niemniej dziś jest to jedynie miejsce schadzek dla lokalnej zdegenerowanej młodzieży. Nie jest czymś nadzwyczajnym wdepnąć w ludzkie odchody tam gdzie kiedyś był ołtarz, a stęchły zapach moczu wypełnia po brzegi to co pozostało z majestatycznej budowli.

Kolejnym przykładem religijnej budowli w opłakanym stanie kompletnego zaniedbania jest kościół Świętej Anny znajdujący się na obrzeżach miasta. Ta budowla skazana na zapomnienie to dziś jedynie przerażający szkielet dzwonnicy (miedziany dzwon zwisa nadal u jej stropu – na przekór zniszczeniu i wbrew wszelkim prawom grawitacji). Widok ten zasmuca wszystkich tych dla których przeszłość to co więcej niż historia, a źródło inspiracji, dumy, czy choćby wiedzy o przeszłości.

Od 1993, czyli odkąd Związek Radziecki oficjalnie wyłączył Kubę ze strefy swoich wpływów (aby wkrótce ulec własnemu upadkowi) , Kuba, a także Trinidad de Cuba, pozostają w stanie nieustannego oporu przeciw siłom zapomnienia i nicości . Trinidad musi jednak przetrwać – to w końcu pomnik minionej świetności, to pomnik ludzkiej próżności i bogactwa powstałego na fundamentach kolonializmu i niewolnictwa .


autor: Piotr Wesołowski











*All images reproduced by kind permission of Neil Spicer.